Odkrycie zjawiska rozszerzania się dna oceanicznego, czyli spreadingu, przyczyniło się do opracowania teorii tektoniki płyt litosfery. Jednak związek pomiędzy oceanami a tektoniką płyt jest o wiele bardziej złożony i ciekawy. Jednym z kluczowych zagadnień są ofiolity. Co to takiego?
Tajemnica „wężowych kamieni”
Nazwa ofiolit pochodzi z języka greckiego: ophis znaczy „wąż”, a lithos to „kamień”, zaś żeby dowiedzieć się, skąd się wzięła, musimy cofnąć się do początku XIX wieku, do czasu, kiedy Alexandre Brongniart, francuski mineralog, geolog i paleontolog, opisywał skały zwane serpentynitami. Nazwę tę z kolei można tłumaczyć jako „wężową skałę” (serpentinus po łacinie oznacza „wężowy”).
Niedługo potem zauważył, że w towarzystwie serpentynitów często pojawiają się też inne skały – gabra, diabazy i bazalty. Postanowił więc nie wysilać się za bardzo i zamienić łacinę na grekę. Nazwał je wszystkie razem ofiolitem – i tak już się przyjęło.
Przez kolejnych 150 lat ofiolity były znajdowane w obrębie wielu pasm górskich na całym świecie, z reguły w towarzystwie skał osadowych o pochodzeniu głębokomorskim. To dawało geologom wskazówki, że w jakiś sposób morskie głębiny, ofiolity i powstawanie gór są ze sobą ściśle związane. Był tylko jeden problem: nadal, pomimo wielu różnych prób podejmowanych przez licznych badaczy, nie było jasne, jak właściwie tworzą się te skały.

HMS Challenger, czyli zagadka oceanicznego bazaltu
W latach 1872-1876 się ekspedycja okrętu HMS Challenger, na cześć którego nazwano Głębię Challengera na dnie Rowu Mariańskiego, najgłębsze miejsce na Ziemi. Oprócz wielu odkryć, jakich dokonano podczas tej ekspedycji było jedno, które może nas bardzo zainteresować. Mianowicie sonda Challengera podniosła z dna oceanu bazalt. Pozornie odkrycie to niewiele znaczyło. Ale czy na pewno?

Czy to fragment dna oceanu?
Odpowiedź nie przyszła nagle, lecz wymagała wielu lat interdyscyplinarnych badań. Prawdziwy przełom nastąpił w końcówce lat sześćdziesiątych, gdy na łamach prestiżowego magazynu „Nature” padło brzemienne w skutkach pytanie, które przeszło do historii nauk geologicznych: czy Masyw Troodos na Cyprze to fragment dna dawnego oceanu wciśnięty pomiędzy napierające na siebie kontynenty, Afrykę i Europę? Odpowiedź musiała być twierdząca.
Prowadzone w międzyczasie badania geofizyczne dna oceanu ujawniły, że składa się ono z czegoś w rodzaju czterech warstw, z których każda ma nieco inne właściwości. Gdy porównano te warstwy ze skałami występującymi w masywach ofiolitowych, okazało się, że pierwsza warstwa odpowiada głębokomorskim osadom, druga bazaltom, trzecia diabazom i gabrom, a czwarta serpentynitom.
Od tamtej pory geolodzy wiedzieli już, że ofiolity to tak naprawdę pozostałości dawnych oceanów uwięzione w obrębie pasm górskich powstałych w strefie kolizji pomiędzy dwoma kontynentami. Był to jeden z wielu elementów geologicznej układanki, która pozwoliła potwierdzić teorię Wegenera o wędrujących kontynentach.
Masywy ofiolitowe znajdziemy także w Polsce – na Przedgórzu Sudeckim i w Sudetach. Chyba najbardziej znanym miejscem, gdzie z znajdziemy skały o pochodzeniu ofiolitowym jest Ślęża i jej okolice.
Oryginalny tytuł pracy Iana Grahama Gassa opublikowanej na łamach „Nature” w 1968 roku brzmiał: „Czy Masyw Troodos na Cyprze to fragment mezozoicznego dna oceanu?” (“Is the Troodos massif of Cyprus a fragment of Mesozoic ocean floor?”)
Opracowano w ramach zadania psg pn. „Ochrona georóżnorodności, geoedukacja i geoturystyka”, finansowanego ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej: M. Szadkowski, 2025 (na podstawie: M. Szadkowski, 2022: Przewodnik geoturystyczny po Geoparku Przedgórze Sudeckie).

