W nocy z 22 na 23 stycznia 1973 roku mieszkańcy islandzkiej wyspy Heimaey mieli zaledwie kilka godzin, by opuścić swoje domy. Niemal na obrzeżach miasta otworzyła się szczelina, z której wystrzeliły fontanny lawy. W ciągu sześciu godzin ewakuowano niemal całą, liczącą około 5300 osób populację wyspy. Był to początek trwającej ponad pięć miesięcy erupcji, która zniszczyła znaczną część miasta, stworzyła nowy wulkan i powiększyła wyspę, ale jednocześnie stała się jednym z najbardziej niezwykłych przykładów walki człowieka z żywiołem wulkanicznym.

Noc, podczas której rozstąpiła się ziemia

Heimaey jest największą wyspą archipelagu Vestmannaeyjar, położonego u południowych wybrzeży Islandii. Przed 1973 rokiem nad miejscowym krajobrazem dominował wulkan Helgafell, którego stożek powstał około 5900 lat wcześniej. Cały archipelag Vestmannaeyjar należy do aktywnej wulkanicznie części Islandii – zaledwie dekadę wcześniej, w latach 1963–1967, kilkadziesiąt kilometrów dalej trwała erupcja, która stworzyła zupełnie nową wyspę Surtsey.

Pierwsze wyraźne sygnały nadchodzących wydarzeń pojawiły się krótko przed erupcją. 22 stycznia okolice Heimaey zaczęła nawiedzać seria niewielkich trzęsień ziemi. Najsilniejsze miało magnitudę zaledwie około 2,6.

23 stycznia 1973 roku o godz. 1:55 w nocy rozpoczęła się erupcja. Na wschodnim skłonie Helgafell, zaledwie kilkaset metrów od zabudowań Vestmannaeyjar, otworzyła się szczelina erupcyjna o długości około 1,5 km. W kolejnych dniach system szczelin wydłużył się do niemal 3 km, choć aktywność szybko zaczęła koncentrować się na znacznie krótszym odcinku.

Z ziemi wystrzeliły fontanny lawy sięgające ponad 100 m wysokości. Wyrzucana tefra zaczęła jednocześnie budować nowy stożek wulkaniczny. W ciągu pierwszych 40 godzin erupcji wydostało się około 15 mln m³ lawy, co odpowiadało średniemu tempu około 100 m³ na sekundę.

Nowy wulkan otrzymał później nazwę Eldfell, czyli „Ognista Góra”.

Nad wyspą kłębiły się chmury pary i popiołu po erupcji wulkanu Eldfell. Fot. Svienn Eirikksen
Nad wyspą kłębiły się chmury pary i popiołu po erupcji wulkanu Eldfell. Fot. Svienn Eirikksen

Sześć godzin na ewakuację miasta

Niemal natychmiast rozpoczęto ewakuację mieszkańców. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że większość miejscowej floty rybackiej znajdowała się wtedy w porcie. Zła pogoda poprzedniego dnia zatrzymała łodzie na wyspie i właśnie one stały się podstawowym środkiem transportu dla uciekających ludzi.

W ciągu około sześciu godzin niemal wszystkich 5300 mieszkańców Heimaey przewieziono na stały ląd. Na wyspie pozostały służby ratownicze, pracownicy niezbędnej infrastruktury i osoby uczestniczące w walce ze skutkami erupcji.

Sprzyjał także wiatr. W początkowej fazie erupcji znaczna część popiołu i gazów była znoszona z dala od miasta.

Odnotowano tylko jedną ofiarę śmiertelną.

Pogrzebane ulice i domy miasta Vestmannaeyjar po erupcji wulkanu Eldfell na wyspie Heimaey. Fot. Elisabeth Andanson
Pogrzebane ulice i domy miasta Vestmannaeyjar po erupcji wulkanu Eldfell na wyspie Heimaey. Fot. Elisabeth Andanson

Miasto pod lawą i popiołem

Erupcja trwała 157 dni, od 23 stycznia do 28 czerwca 1973 roku. Z czasem aktywność skupiała się przede wszystkim w obrębie Eldfell, a kolejne potoki lawy przesuwały się w stronę miasta i morza.

Część budynków została spalona lub przykryta lawą, inne znikały pod grubymi warstwami tefry. W marcu lawa przykryła co najmniej 80 domów, a później kolejne budynki znalazły się pod potokami. Ostatecznie zniszczona została około jedna trzecia miasta.

Tefra to ogólna nazwa luźnego materiału piroklastycznego wyrzucanego podczas erupcji. Zależnie od wielkości fragmentów wyróżnia się popiół wulkaniczny o średnicy poniżej 2 mm, lapille o średnicy 2–64 mm oraz większe bomby i bloki wulkaniczne. Miejscami jej warstwa była ogromna. Już w pierwszych dniach erupcji w pobliżu kraterów osiągała około 2 m grubości, podczas gdy w rejonie portu wynosiła około 10 cm.

Lawa docierała również do oceanu i zastygała, tworząc nowy ląd. Linia brzegowa przesunęła się miejscami nawet o 1,1 km, a powierzchnia Heimaey zwiększyła się o około 20%.

Czy można zatrzymać lawę wodą?

Jednym z największych problemów było zagrożenie dla portu. Vestmannaeyjar było i pozostaje ważnym ośrodkiem rybackim, dlatego jego utrata mogła oznaczać nie tylko zniszczenie infrastruktury, ale także pozbawienie mieszkańców podstaw ich przyszłej gospodarki.

Lawa zaczęła wpływać do zatoki i stopniowo zwężała wejście do portu. Islandczycy podjęli więc niezwykłą próbę: postanowili schłodzić potok lawowy wodą morską.

Początkowo strażacy polewali lawę za pomocą dostępnego sprzętu. Później na wyspę sprowadzono potężniejsze pompy, rury i urządzenia pozwalające dostarczać wodę bezpośrednio na powierzchnię potoku. W szczytowym okresie system pompował około 1000 litrów wody morskiej na sekundę.

Woda wnikała w szczeliny gorącej lawy, gwałtownie się ogrzewała i zamieniała w parę. Odbierając ogromne ilości energii cieplnej, przyspieszała krzepnięcie skały. Powstające w ten sposób zestalone bariery mogły lokalnie spowalniać i zmieniać kierunek ruchu kolejnych porcji lawy. Skala operacji była ogromna. Do jej zakończenia przepompowano około 6 mln m³ wody morskiej, a według ówczesnych obliczeń działaniami tymi objęto około 4 mln m³ lawy. Po odparowaniu wody na powierzchni i w szczelinach skał pozostawały osady soli.

Do dziś dyskutuje się, jak duży wpływ miała cała operacja na ostateczny przebieg potoków. Nie ma jednak wątpliwości, że intensywne chłodzenie lokalnie powodowało krzepnięcie lawy i pomagało tworzyć bariery ograniczające jej ruch.

Ostatecznie też lawa nie zamknęła portu. Zastygły potok utworzył nowy fragment wybrzeża, który zwęził wejście do zatoki i lepiej osłonił port przed falami oceanu. Katastrofa, która mogła zniszczyć podstawę miejscowej gospodarki, paradoksalnie poprawiła naturalne warunki portowe.

Wybuch wulkanu Eldfell
Wybuch wulkanu Eldfell

Eldfell – wulkan zbudowany w kilka miesięcy

Erupcja całkowicie zmieniła również krajobraz Heimaey. Tam, gdzie wcześniej nie było wulkanicznej góry, wyrósł Eldfell. Tempo jego powstawania było niezwykłe. Już 26 stycznia, zaledwie kilka dni po rozpoczęciu erupcji, raportowano stożek osiągający około 120 m wysokości. W kwietniu miał już około 220 m. Eldfell jest stożkiem scoriowym, powstałym podczas jednej erupcji.

Ciepło uwięzione w zastygłej lawie

Po zakończeniu erupcji mieszkańcy stanęli przed kolejnym problemem: trzeba było odbudować miasto i jego infrastrukturę. Jednocześnie tuż obok znajdowały się ogromne masy świeżej skały, które na powierzchni wyglądały na zastygłe, ale głęboko wewnątrz pozostawały bardzo gorące.

Postanowiono zatem wykorzystać zgromadzoną w nich energię. Pierwsze eksperymenty rozpoczęto w 1974 roku. Do gorących partii potoku doprowadzano wodę, która odbierała ciepło od skał. Uzyskaną energię wykorzystywano następnie w miejscowym systemie ciepłowniczym.

Projekt rozwijano przez kolejne lata, a pod koniec lat 70. rozpoczęto budowę większej instalacji. Na początku lat 80. system osiągnął moc około 5 MW i dostarczał ciepłą wodę do ponad połowy budynków w Vestmannaeyjar.

Katastrofa, która przebudowała wyspę

Ogromne ilości materiału wulkanicznego stały się później także surowcem. Tefrę wykorzystano m.in. do prac budowlanych, wyrównywania terenu i rozbudowy infrastruktury, w tym miejscowego lotniska. Na terenach odzyskanych i przygotowanych po erupcji mogły powstawać nowe budynki.

Mieszkańcy stopniowo wracali na Heimaey już w 1973 roku. Rozpoczęło się odkopywanie domów, usuwanie milionów metrów sześciennych materiału i odbudowa miasta. Dziś Eldfell góruje nad Vestmannaeyjar, a ślady erupcji stały się częścią krajobrazu i historii wyspy.