Ciężko wyobrazić sobie wielki, rwący wodospad, który nagle wysycha. Nie ma huku, mgły wodnej i tęczy w słońcu. To, co brzmi jak żart albo scenariusz filmu katastroficznego, wydarzyło się naprawdę. Latem 1969 roku na kilka miesięcy „wyłączono” część wodospadu Niagara Falls. Był to precyzyjnie zaplanowany eksperyment inżynieryjno-geologiczny.
Trzy wodospady, jedna rzeka
Niagary nie tworzy jeden wodospad, lecz cały zespół kaskad na rzece łączącej jeziora Erie i Ontario. Po stronie amerykańskiej znajdują się American Falls i Bridal Veil Falls, a po stronie kanadyjskiej – najbardziej widowiskowy Horseshoe Falls. W normalnych warunkach przez krawędzie wodospadów przepływa tak ogromna ilość wody, że w każdej sekundzie można by napełnić basen olimpijski. Właśnie ten żywioł od tysięcy lat rzeźbi skałę.
Dlaczego zatrzymano Niagarę?
Powód był zaskakująco pragmatyczny. Geolodzy i inżynierowie wiedzieli, że wodospad systematycznie cofa się w górę rzeki wskutek erozji. W miękkich skałach osadowych – głównie łupkach – powstają podcięcia, aż twardszy próg wapienno-dolomitowy traci podparcie i obrywa się. Przed 1969 rokiem tempo cofania się krawędzi American Falls sięgało nawet jednego metra rocznie.
Aby dokładnie zbadać odsłonięte podłoże i wzmocnić newralgiczne strefy, trzeba było zrobić coś radykalnego: wyłączyć wodę.

Tama z kamieni i cisza zamiast huku
Latem 1969 roku zbudowano tymczasową tamę z kamieni i ziemi o długości około 182 metrów. Wspomagając się pompami, przekierowano nurt rzeki w stronę kanadyjskiej Horseshoe Falls. A American Falls… po prostu wyschły.
Przez blisko sześć miesięcy zamiast kaskady wody można było oglądać nagie, warstwowane skały – odsłoniętą geologiczną „anatomię” wodospadu. Dla naukowców był to bezcenny moment: mogli z bliska zbadać spękania, uskoki, stare osuwiska i miejsca szczególnie podatne na dalszą erozję.

Geologia na wyciągnięcie ręki
To, co zwykle skrywała woda, nagle stało się widoczne jak na przekroju w podręczniku. Wyraźnie odróżniały się twarde dolomity formacji Lockport, tworzące próg wodospadu oraz znacznie bardziej podatne na wietrzenie łupki Rochester, leżące poniżej. To właśnie ta różnica odporności skał napędza „wędrówkę” wodospadu w górę rzeki.
W trakcie prac usunięto luźne bloki skalne i wzmocniono najbardziej zagrożone fragmenty. W efekcie tempo cofania się krawędzi spadło do około jednego centymetra rocznie. To ogromna różnica w skali geologicznej.
Turystyczny paradoks: suchy wodospad
Skoro już woda zniknęła, postanowiono wykorzystać okazję. Wyznaczono specjalny chodnik, którym turyści mogli podejść zaledwie kilka metrów od krawędzi „wyłączonego” wodospadu. Widok był surrealistyczny: monumentalna ściana skalna zamiast białej kurtyny wody. Była to jedna z najbardziej nietypowych atrakcji turystycznych XX wieku.
Powrót wody
Po zakończeniu badań tamę rozebrano, a woda wróciła na swoje dawne tory. Wodospad znów zaczął huczeć, jak robił to od około 12 tysięcy lat – od czasu ustąpienia lądolodu, który ukształtował Wielkie Jeziora.
Geolodzy są jednak zgodni: Niagara nie jest wieczna. Jeśli procesy erozyjne będą postępować, za około 15 tysięcy lat wodospad zniknie, a rzeka stanie się spokojnym ciekiem o wyrównanym profilu. To naturalny etap w ewolucji krajobrazu.

Gdy natura zrobiła to sama
Co ciekawe, historia zna jeszcze jeden przypadek „zamilknięcia” Niagary. W marcu 1848 roku potężny zator lodowy na jeziorze Erie na kilka dni niemal całkowicie odciął dopływ wody do rzeki. Efekt był podobny: odsłonięte skały i zdumieni mieszkańcy, którzy po raz pierwszy zobaczyli ściany i dno wodospadu.
Źródła i materiały
- Dokumentacja techniczna i raporty: U.S. Army Corps of Engineers
- Artykuły popularnonaukowe i historyczne: Smithsonian Magazine


