Katastrofy związane z wyciekami ropy naftowej należą do najbardziej spektakularnych, ale i najbardziej niszczycielskich przykładów ingerencji człowieka w środowisko. W tej niechlubnej kategorii szczególne miejsce zajmuje eksplozja platformy Deepwater Horizon z 2010 roku, uznawana za największy morski wyciek ropy w dziejach. Do zdarzenia doszło w Zatoce Meksykańskiej – jednym z kluczowych regionów światowego wydobycia węglowodorów.

Platforma i złoże – technologia na granicy możliwości

Deepwater Horizon była nowoczesną, półzanurzalną platformą wiertniczą zaprojektowaną do pracy na ekstremalnych głębokościach. W momencie katastrofy realizowała odwiert Macondo, którego całkowita głębokość sięgała około 5600 metrów poniżej poziomu morza. Samo dno oceaniczne znajdowało się na głębokości ponad 1500 metrów, co już samo w sobie stanowiło ogromne wyzwanie technologiczne.

Z geologicznego punktu widzenia złoże Macondo było związane z młodymi osadami basenu Zatoki Meksykańskiej, bogatymi w węglowodory i znajdującymi się pod bardzo wysokim ciśnieniem. Takie warunki wymagają perfekcyjnego zabezpieczenia odwiertu – przede wszystkim odpowiedniego cementowania kolumn rurowych oraz sprawnie działających urządzeń przeciwerupcyjnych (blowout preventer, BOP). Jak pokazały późniejsze analizy, zawiodło kilka elementów jednocześnie.

Dzień katastrofy – 20 kwietnia 2010 roku

Wieczorem 20 kwietnia 2010 roku doszło do krytycznej utraty kontroli nad ciśnieniem w odwiercie. Gazowy metan wydostał się z głębi złoża, przedostał się przez kolumnę wiertniczą i dotarł na platformę. Wystarczyła iskra, by doszło do gwałtownej eksplozji i pożaru.

W wyniku wybuchu zginęło 11 pracowników, a pozostałych członków załogi ewakuowano. Po niemal dwóch dniach intensywnego pożaru konstrukcja platformy uległa zniszczeniu i Deepwater Horizon zatonęła, pozostawiając na dnie oceanu niekontrolowany, uszkodzony odwiert.

87 dni wycieku – walka z żywiołem i technologią

Przez kolejne 87 dni z dna Zatoki Meksykańskiej wydobywały się ogromne ilości ropy naftowej. Próby opanowania sytuacji podejmowane przez koncern BP oraz amerykańskie agencje federalne obejmowały m.in. użycie zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych, instalację specjalnych kopuł zabezpieczających oraz wykonanie odwiertu pomocniczego, który miał przechwycić strumień ropy.

Dopiero po wielu tygodniach udało się trwale zamknąć uszkodzony otwór. Szacuje się, że do wód Zatoki Meksykańskiej trafiło około 210 milionów galonów ropy, czyli blisko 954 miliony litrów. Plama zanieczyszczeń objęła obszar o powierzchni około 181 tysięcy kilometrów kwadratowych – porównywalny z połową powierzchni Polski.

Dokładna ilość wyciekającej ropy przez długi czas była przedmiotem sporów – początkowe oficjalne szacunki okazały się znacząco zaniżone w stosunku do późniejszych analiz naukowych.

Skutki środowiskowe i społeczne

Konsekwencje ekologiczne katastrofy były ogromne i długotrwałe. Ropa naftowa oraz chemiczne dyspergatory używane do jej rozbijania oddziaływały nie tylko na powierzchnię oceanu, lecz także na głębsze warstwy wody i osady denne. Zginęły miliony ryb, ptaków morskich, ssaków i bezkręgowców, a całe ekosystemy przybrzeżne – bagna, mokradła i rafy – uległy poważnej degradacji.

Katastrofa dotknęła wybrzeża kilku stanów USA, wpływając na rybołówstwo, turystykę oraz zdrowie lokalnych społeczności. Do dziś prowadzone są badania nad długofalowym wpływem wycieku na organizmy morskie, w tym nad mutacjami genetycznymi i zaburzeniami rozrodu u niektórych gatunków.

Wyciek oleju na morzu
Zdjęcie wycieku ropy z platformy wiertniczej BP Deepwater Horizon wykonane przez satelitę Landsat 5, 25 maja 2010 r. Domena publiczna,

Punkt zwrotny w historii wierceń morskich

Deepwater Horizon stała się symbolem ryzyka związanego z eksploatacją złóż w ekstremalnych warunkach. Katastrofa doprowadziła do zaostrzenia przepisów dotyczących wierceń morskich, kontroli bezpieczeństwa platform oraz odpowiedzialności firm naftowych. Była także impulsem do intensywnego rozwoju badań nad bezpieczeństwem geologicznym i technicznym odwiertów głębokowodnych.

Choć od wydarzeń z 2010 roku minęło już kilkanaście lat, Deepwater Horizon pozostaje przestrogą pokazującą, jak cienka bywa granica między zaawansowaną technologią a katastrofą o globalnych skutkach.